Jestem elfem
Słowiańska dziewczyna

O mnie, czyli jak powstało Soap Deli

Historia mojej firmy jest nietypowa. Założyłam ją pod koniec stycznia w 2015 roku, kiedy pracowałam na etacie w aptece i już czekałam na rękojmie z izby aptekarskiej, aby być kierownikiem w innej. Nie brzmi to logicznie, wiem. Ale według Chińczyków właśnie kończył się rok, który pobudzał do działania, a miał się zacząć rok stagnacji. Nie mogłam przecież czekać. Do tego numerologicznie do mojej nazwy pasował 25 stycznia. Poważnie.

Teraz prędko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu…

Skończyło się tak, że w lutym pracowałam na dwóch etatach, jeżdżąc  z apteki do apteki, a moja firma istniała tylko na papierze. W połowie marca zrezygnowałam z kierownikowania (przekonałam się, że to nie dla mnie), a apteka w której pracowałam ostatnie pięć lat nie chciała mnie puścić. Tak się zajechałam, ze skończyło się atakiem rwy kulszowej i z łóżka nie wstałam przez następny miesiąc. Dobre tego tyle, że miałam o czym myśleć.

Czas, gdzie ty jesteś?

Czas w firmie leciał, a ja dopiero koło maja wzięłam się za wprowadzenie w życie biznes planu. Okazało się to trudniejsze niż myślałam, bo żeby wprowadzić kosmetyk na rynek trzeba mieć raport, badania, przygotowaną pracownię.  Nie wiedziałam. Zaczęło się. Podczas szukania informacji o asesorach w necie, natknęłam się na studia podyplomowe, które miały zacząć się od października. Zapisałam się. Nie żałuję. Co zajęcia dowiadywałam się co jeszcze muszę uzupełnić w moich papierach.

Czy my naprawdę tyle tego potrzebujemy?

Papierów mnóstwo, zbierałam je kolejne pół roku, a w międzyczasie przygotowaliśmy z mężem moją pracownię. Wszystko zostało zrobione własnymi siłami. Mąż płytki, a ja malowanie. Szafki, blaty, oświetlenie. Tak by wszystko było zgodnie z przepisami. Wiem jedno, nigdy białych płytek na podłodze w łazience. Wszystko widać, każdy paproch, ale o to w tym wszystkim chodzi.
Jeszcze opakowania w międzyczasie, a już myślałam o stronie internetowej. Działo się naprawdę dużo. W tamtym czasie pracowałam już na pół etatu, przy całym nie dawałam rady. Mając dzieci, dom, pracę i firmę, zawsze trzeba ustalać priorytety, zawsze coś jest zaniedbane.
Ale przyzwyczaiłam się, potrafię dzielić, dom to dom, choć wydaje się, że w firmie spędzam 100% czasu.
Żeby jeszcze było łatwo, że coś zlecam i ktoś czyta w moich myślach, ale nie da się, wpadek było mnóstwo, na każdym etapie, przychodziły chwile załamania, wielokrotnie odpuszczałam, żeby już kończyć temat. Odpedantyzowałam się, o ile istnieje takie słowo.

Przełom

Tak w marcu w 2016 roku, otworzyłam sklep internetowy. To był dla mnie przełom, było coś namacalnego. Mydła miałam duże zapasy. Cały czas od października, dzień w dzień robiłam mydło. Tylko sprzedawać. Był sklep, ale rzadko ktoś zaglądał. Zniknął w otchłani internetu. Bazowałam na sprzedaży na targach, pojeździłam trochę po sklepach. Bycie handlowcem to nie moja bajka. Wychodziłam z mojej strefy komfortu i w wolny dzień jechałam. Cieszyłam się z każdego zamówienia. Było ciężko, nikt mnie nie znał. Trudno zaufać komuś, kto pojawia się znikąd.

Sklep zaczął istnieć w dzień śmierci mojej babci.

Tego dnia Anita Sroka opisała moje mydła na swoim blogu. Zrobiła to tak, jakby mnie znała. Z dużym wdziękiem. Zamówienia się posypały, niespodziewanie.

 
 Radość była mocno zaburzona smutkiem. 
 Moja babcia, wciąż czuwa, stała się aniołem stróżem mojego sklepu.

Tak minął 2016. Pierwsze Ekocuda, okazały się dla mnie cud-miód. Potem targi w Warszawie, Katowicach, Łodzi, Krakowie, Poznaniu.
Cieszę się, że Wy, klienci wracacie. To dla mnie powód mojego istnienia w gąszczu dużych firm.

Ja zwykła, farmaceutka, z marzeniem.

Lubię ludzi. W aptece poznałam ich mnóstwo. Znam ludzi od ich najsłabszej strony, bo przychodzą do apteki po pomoc.
Taka jest moja firma. To nie blichtr, to minimalizm. Mydła nie są kolorowe i mocno pachnące, po prostu są dobre i bezpieczne dla skóry. Tylko tyle o mnie.

A dlaczego mydła?

Sucha skóra? Przyjmujemy to jako coś naturalnego. Walczymy z tym przy pomocy balsamów, oliwek. Kupujemy „lepsze” mydła, a gdy te nie wystarczą, to specjalne dla skór alergików. Ciągle mało? Tak już pewnie mam, myślimy.  Problemy z włosami, ze skórą głowy. Ciągłe zmiany szamponów, odżywek niestety nie pomagają? Znasz to? Ja to znam.

Włosy

W pewnym momencie, włosy myłam codziennie. Nie dlatego, że były brudne, ale ciągle swędziała mnie skóra głowy. Właściwie to swędzenie pojawiało się już tuż po myciu. Było źle. Zaczęłam szukać. Tak rozpoczęła się ta ścieżka. Najpierw mycie sodą oczyszczoną, później mycie wodą, rozcieńczonymi odżywkami. Było lepiej, ale wciąż to nie było to. Po drodze natrafiłam na mydła w kostce. Gdzieś zrodziła się myśl, żeby zrobić samemu, ale bałam się żrącej sody kaustycznej brr. Były próby szamponu własnej produkcji na bazie wyciągów roślinnych, ale tu też fiasko. Naturalne, na bazie wody, szampon psuł się bardzo szybko. Nie miałam wyjścia. Trzeba było spróbować zrobić mydło – szampon w kostce, bez wody.
Mydła do włosów w kostce to mój ogromny sukces. Nie muszę myć włosów codziennie. Skóra głowy jest zdrowa i w końcu mogłam zapuścić włosy. Są gęste i nie puszą się. W tej chwili mam do wyboru mydło kokosowe do mycia włosów (przetłuszczające, z łupieżem, ŁZS) i mydło pokrzywowe (do włosów normalnych i suchych). Wkrótce dołączy mydło do włosów mega suchych.

Oliwkowe mydło

Wybrałam na pierwszy ogień mydło 100% oliwkowe. Nie wyszło, kruszyło się, nie pieniło. Dopiero po fakcie doczytałam, że takie mydło to wyższa szkoła jazdy i długie dojrzewanie jest niezbędne. Nie poddałam się. Zakupiłam 5 litrów oliwy, olej ryżowy, z pestek winogron, kokosowy, i zaczęłam próby. Robiłam różne kombinacje i z różnymi dodatkami. Zakupiłam masę olejków, glinek, ziółek i trzy razy w tygodniu robiłam mydło. Wychodziły lepsze i gorsze, a to za miękkie, a to za twarde, brzydko pachnące i rozpadające. Z dzisiejszej perspektywy już znam swoje błędy. Mydło oliwkowe robię do dzisiaj. Jego sekretem jest wysokiej jakości oliwa z oliwek extra vergine i bardzo długie leżakowanie.

Mydło kokosowe do włosów

Zaczęłam zgłębiać temat mycia skóry głowy i tak powstało mydło 100% kokos do włosów z 20% nadmiarem tłuszczu.  Olej kokosowy nie zawiera kwasu oleinowego, który jest pożywką dla bakterii bytujących na skórze głowy i dlatego okazał się strzałem w dziesiątkę. W normalnym przetłuszczeniu mydło kokosowe wysusza, dlatego tu wyjątkowo zwiększa się to przetłuszczenie do 20%.

Wielka zmiana – mała różnica

Od kiedy używam mydeł naturalnych moja skóra zaczęła lepiej wyglądać, nie potrzebuję już tony balsamów. Po kolei odstawiłam żele myjące, szampony, żele do mycia twarzy, dezodoranty, a na końcu kremy do twarzy.

Do kosza poszła cała bateria butelek plastikowych. Przyłączyła się do mnie cała rodzina. Do mycia używamy już tylko mydła z masłem shea i kostki do włosów. Po myciu twarz psikam hydrolatem i smaruję olejem lub masełkiem.
Z dezodorantów prawie zrezygnowałam. Używam sporadycznie. Odkryłam sekret – używanie naturalnych tkanin i nie ubieranie się zbyt ciepło. Dezodorant idzie w ruch w sytuacjach stresowych. Po pewnym czasie zrezygnowałam także z podkładów, bo wygląd mojej skóry, naczynkowo-trądzikowej, poprawił się. Minimalizm górą.

Teraz czuję, że moja skóra żyje i oddycha.

Podczas pracy w aptece spotkałam mnóstwo osób borykających się z problemami skórnymi. Już od dłuższego czasu sama na potrzeby własne i rodziny robiłam mydło i maści, balsamy. Wiele razy miałam ochotę zaproponować pacjentowi w aptece coś z własnej produkcji, ale oczywiście nie mogłam tego zrobić. Tak właśnie zrodził się pomysł stworzenia Soap Deli. Po drodze, rozpoczęłam i ukończyłam studia podyplomowe na wydziale chemii UŁ, dotyczące bezpieczeństwa kosmetyków, aby sprostać wymaganiom norm unijnych. Jestem specjalistą do spraw GMP, czyli dobrej praktyki produkcyjnej. Mydła wciąż tworzę z wielką przyjemnością i dbałością, aby powstał produkt najwyższej jakości. Cieszę się, że mam dla kogo robić mydła, nie robię tylko do szuflady.